W tumanach kurzu przy wtórze drzew

Brunatne ciała unoszą się
Leciutka mgiełka drga wokół nich
Chciałbym ją dotknąć lecz brak mi sił

Są bardzo blisko tuż obok mnie
Czuję jak w słońcu płonie mi sierść
Kosmate łapy spuszczają w dół
I słyszę tylko cichutki mruk

ref. La lalala lala lala
La lalala lala lala
La lalala lala lala
La lalala lala lala

Spłoszone nagle znikają gdzieś
I pryska szybko brunatny sen
Żylasta ręka uderza mnie
Tak budzi ojciec gdy długo śpię

Jest bardzo wściekły i głośno klnie
Jego drużyna przegrała mecz
Potężne ręce opuszcza w dół
I słyszę znowu znajomy mruk

ref. La lalala lala lala
La lalala lala lala
La lalala lala lala
La lalala lala lala


Telewizor naszym bogiem

A kościołem jest podwórze
Wiedza zaś największym wrogiem
A idolem złodziej w skórze

My jesteśmy dzieci-śmieci
Nam jest nudno jak cholera
Więc kopiemy co podleci
Piłkę albo w łeb frajera

Dzieci ? śmieci

Książek żadnych nie czytamy
To zajęcie dla debili
Pokolenie dyskopatów
Śmietnikowych imbecyli

Bydło zawsze kopać lubi
A pies zerwać się ze smyczy
Dzielnicowy dużo mówi
A polityk na nas liczy

My jesteśmy dzieci ? śmieci
My rodziców nie słuchamy
Więc kopiemy co podleci
W butach własny rozum mamy

Dzieci ? śmieci