Gdzie na dywan z tymi buciorami !!!
Śmierdzą mocno jak kalosze wujka Tadzia
I są ostre niczym szpilki twojej mamy
Codziennie wkładzasz je i zakładasz
Ciężkie buty, symbol życia czyli glany
Dziki krzyk budzi cię z samego rana
Ratunku !!! łobuz, bandzior
Nie wytrzymam z nim już dłużej
Zamiast w piżamie ty sypiasz w glanach
Jesteś wariat, to już wiedzą wszyscy ludzie
ref. Twoje glany, twoje glany
Twoje glany nie jednego już skopały
Twoje glany, twoje glany
Twoje glany nie jednemu wycisk dały
Twoje glany to historia okolicy
Twoje glany - sztandar i wyzwanie
Co nadepniesz piszczy, syczy, ryczy
A co kopniesz to już jest złamane
Są jak nożem albo kosą cięte rany
Jak z wulkanu co wybuchła wielka siła
Ważą tonę i trzy kilogramy
Żyć bez glanów to dla ciebie jest mogiła
W ciężkich czasach ciężkie buty są jak złoto
Na zadymy, do dziewczyny i do szkoły
W myślach fruwasz już bardzo wysoko
Lecz najczęściej to niestety łapiesz doły
Zapomnijcie o sumieniu
Pamiętajcie o jedzeniu
Sądźcie wszystko nie sądzone
W dziwkę zmieńcie własną żonę
Jedno miejcie na uwadze
Aby nie obrażać władzę
A poza tym można kupczyć
Zdzierać lichwę, cichcem dupczyć
Rzucić cnoty niech spleśnieją
My pocieszmy się nadzieją
Whoah, oh...
A więc pchajcie się łokciami
Wchodźcie w serce z buciorami
Nie szanujcie nic - nikogo
Róbcie wszystko jedną nogą
Kto chce dobrym być ten głupi
Niechaj innym skórę łupi
Sprawiedliwym być to żarty
Będziesz głodny i obdarty
Rzucić cnoty niech spleśnieją
My pocieszmy się nadzieją
Oh, oh...
A więc pchajcie się łokciami
Wchodźcie w serce z buciorami
Nie szanujcie nic - nikogo
Róbcie wszystko jedną nogą
Gdybym był drzewem
Rósłbym samotnie
Wbiłbym się w ziemię
Nad wzgórza za oknem
A gdyby w kamień
Ktoś mnie zamienił
To na nic mrozy
I deszcz jesieni
ref. Promień nad głową
Jest dany bogom
Promień nad głową
Jest dany bogom
A gdybym morzem
Nagle się stał
To bijąc jak fale
Wszystkich bym chciał
A gdyby nocą
Ktoś mnie uczynił
Tobym jak ślepy
Chodził po ziemi
Wiatrem i piaskiem
Czy grudą błota
I tylko słońcem
Nie chciałbym zostać
Bo gdyby słońcem
Zostać kazali
Tobym się chyba
Ze wstydu spalił